krok za krokiem zbliżał się do pięknej blondynki, a każdy jego ruch

Zbliżał się.
– Doskonale.
czekał na sygnał Hayesa.
– Proszę cię, RJ – szepnęła. – Tylko ładna?
jak na kobietę pod pięćdziesiątkę, pomyślała, choć trzeba chyba pomyśleć o operacji biustu i
Nie mogę zasnąć. Za dużo emocji, za dużo się dzieje.
co dopiero uprawiać seks. Ale ten problem już sam się rozwiązał.
Czy wraca do domu?
A mimo to ludzie gromadzili się dokoła. Nad ich głowami szumiały silniki samochodów.
Tylko zwyczajni klienci.
Już on im pokaże. Za miesiąc będzie biegał po tych cholernych kamieniach. Na dachu siedział
Wózek podskakiwał na nierównej drodze, napastniczka sapała głośno. O1ivia
– I uczy się – odparł Sebastian i objął Yolandę potężnym ramieniem. – Chodzi na
Poczuł strach zimny jak ocean. Odbija mu, tak jest. O Boże...

Spod wody wynurzyła się czyjaś głowa, wyciągnęła

Bentz roześmiał się głucho.
dramatycznie. Oczywiście tak naprawdę moja waga jest idealna, zawartość tłuszczu w moim
– Ale pana też trzeba zbadać.

dowiedziała się babcia, zaciągnęła go do starszego brata, który był żołnierzem żandarmerii wojskowej. Brat zagroził, że odda Adama w ręce policji. Babcia dała mu jednak jeszcze jedną szansę, ale ku przestrodze zabrała go do więzienia stanowego i oprowadziła po wszystkich piętrach. Buczenie i gwizdy, metalowe kraty, drut kolczasty i strażnicy na wartowni... Mały Adaś doszedł do wniosku, że warto porzucić drogę występku. Jednak stare, nieco zapomniane umiejętności znów się przydały. Zgrabnie otworzył bramę i zdecydował, że nie będzie wjeżdżał do środka samochodem. Nie chciał znaleźć się w pułapce, zresztą samochód przed domem zdradzałby jego obecność. Mając to na uwadze, zaparkował prawie kilometr od domu, w nieczynnej żwirowni, i pobiegł z powrotem do starej bramy. Wśliznął się na podwórko i poszedł żwirową ścieżką, która składała się z dwóch bruzd i rosnących między nimi chwastów. Dąb i sosna rzucały cień na dróżkę. Gdzieniegdzie trawa i chwasty były przygięte. Może Kelly czy też Kacie jest przypadkiem w domu? Co wtedy? Możliwe, że to ona zabija. Ludzie padają jak muchy. Kimkolwiek jest, na pewno nie chce zostać zdemaskowana, chce chronić swoją prywatność, na którą tak ciężko pracowała. Przeszedł go dreszcz, jakby gdzieś w pobliżu czaiło się zło. Skręcił i zobaczył dom. Nienadzwyczajny. Przynajmniej nie według standardów Montgomerych. Otoczony drzewami, z widokiem na rzekę. Musiał mieć jakieś sto lat, może nawet więcej. Pomalowano go na zielono i brązowo, ale kolory dawno wyblakły. Wyglądał jak mały domek do wypadów na ryby czy polowanie. Zapukał do frontowych drzwi. Jeśli ktoś je otworzy, Adam będzie szczery i powie, że szuka Kacie, mając nadzieję, że nikogo nie zirytuje i nie zostanie zastrzelony. Ona może być morderczynią, pamiętaj o tym. I nie licz na to, że jest słabą kobietą. Ona umie zabijać. Zapukał jeszcze raz. Czekał. W napięciu nasłuchiwał, czy z domu nie dobiegają jakieś dźwięki. Nie słyszał jednak nic poza szumem wiatru w koronach drzew, pluskiem rzeki i pokrzykiwaniem ptaków. Ostrożnie okrążył nieduży dom, próbując zajrzeć przez okna, ale większość żaluzji była opuszczona. Między żaluzjami a brudnymi szybami wisiały pajęczyny i martwe owady. Jeśli Kelly Montgomery tu mieszka, to straszna z niej fleja. Drzwi frontowe były zaryglowane, nieduże drzwi do garażu w przybudówce też. Za domem, koło werandy zauważył ślady butów i niedopałki papierosów. Ktoś tu był niedawno. Cicho wszedł po dwóch schodkach, podłoga zaskrzypiała pod jego ciężarem. Sprawdził drzwi werandy. Zamknięte, ale on przecież miał wytrych. Powoli otworzył drzwi. Potem, powtarzając sobie, że nie jest pospolitym włamywaczem i złodziejem, wszedł do środka. Odczekał chwilę, aż oczy przyzwyczają się do ciemności. Mieszkanie było strasznie zaniedbane. Pachniało kurzem, pleśnią i dymem. W zrujnowanym kominku z cegieł została kupka popiołu. W oknach wisiały stare, spłowiałe zasłony, na obdrapanych ścianach nie dostrzegł ani jednego obrazu. Miał uwierzyć, że Kelly Montgomery, rozpieszczona, samowolna i bogata, mieszka tutaj i dojeżdża stąd do pracy? Nigdy w życiu.

Nawet gdyby nie ta plaża, zdjęcie i tak wyraźnie
Dane nie wygląda na uszczęśliwionego, pomyślała
szczęśliwego i ucieszył się na widok gościa.

być może spotykali się Jennifer i James. Niestety, księgi meldunkowe nie ujawnią, w którym

dziennikarstwa, także szuka materiału do artykułu, czy może pod pozorem
- Naprawdę?
Larry wstał z leżaka, podszedł i wymienił z Dane'em